niedziela, 23 czerwca 2013

23-06-13



T. bywa wybredny. Buty muszą być skórzane, najlepiej sztyblety, a samochody francuskie, najlepiej citroeny. Bo T. uwielbia francuski. Oczywiście język i szyk. W jego życiu na pierwszym miejscu są Trzy Kobiety. Córki uczy, by wyciskały życie jak cytrynę, żonie codziennie pokazuje, że życie bez niej nie miałoby sensu. Na liście tego, co kocha jest jeszcze piłka nożna, najlepiej szybka, angielska, którą lubi oglądać z londyńskich trybun i świat podwodny. Właśnie tam najbardziej jest sobą. Pod wodą jego twarz zawsze jest uśmiechnięta i to nie z powodu maski i fajki. Cieszy się jak dziecko, obserwując pluski i pląsy kolorowych rybek. Wiem, że chciałby, bym życzyła mu dziś więcej spotkań z rekinami, bo przecież życie bez dreszczyku jest nieciekawe. Ale dziś życzę mu przede wszystkim spokoju w sobie i odpoczynku. Mniej liczby pi, więcej złotych rybek. Nie zgadnę, czego by sobie zażyczył. Ja bym w nim nic nie zmieniła. W prezencie dla niego kilka samochodów do kolekcji, słodkości i Paryż. Dla mnie jest najwspanialszy na świecie. Mój Tata.











piątek, 21 czerwca 2013

21-06-2013

Dni są długie, ale przygnębiające. Sukienki wiszą w szafie, za oknem grzmoty i błyski. Paryż w deszczu jest jeszcze bardziej skomplikowany. Szukamy słodkich pocieszeń. Naszych małych uniesień.












środa, 19 czerwca 2013

19-06-2013

Spieszymy donieść, że przedwczoraj było słońce. Opaliłyśmy sobie: nosy, ramiona, nogi i dekolt. Dziś wszystko wróciło do normy. 20 stopni, wiatr i burza. Oglądamy filmy z Brigette Bardot i marzymy o St. Tropez.



wtorek, 18 czerwca 2013

18-06-2013



Po tygodniu pracy, łażenia, nieudanych zakupów i nieciekawych przyjęć zaczęłyśmy się dusić. Miasto nas przytłoczyło. Potrzebowałyśmy oddechu. Przyszedł czas na zmiany, przyszedł czas na weekendową podróż. Rouen nie jest wielkim miastem. Czaruje domkami, kościołami i uliczkami. Nie dziwimy się Monetowi, że był urzeczony katedrą. Większe wrażenie zrobił jednak na nas kościół St. Ouen. Nie dziwimy się też Emmie Bovary, że nie chciała mieszkać na normandzkiej prowincji. Miasto było nieżywe, ciche i zamknięte. Nie wiemy, czy chcemy jeszcze tu wrócić. Nie jesteśmy rozczarowane, czujemy niedosyt.  I tak, my, cesarzowe na normandzkiej prowincji pospieszyłyśmy na pociąg. Bo jest tylko jedno właściwe dla nas miejsce. Paryż