Noc muzeów była nocą ciężkich norwidów.. Spędziłam ją w pracy. Towarzyszyły mi S. i I., z którymi zakończyłam wieczór spijając śmietankę w Muzeum d'Orsay.
Muzea. Strażnicy cudów i dziwów. Dziś przepełnione dziełami i ludźmi, którzy nie rozróżniają Moneta i Maneta.
Mamy słabość do francuskich filmów. Czy można robić coś lepszego w taką pogodę? Wieczory w Paryżu spędzamy z Julie Delpy i Marion Cotillard. Z butelką wina i zupą cebulową. Zdarza się też kawa. I makaroniki.
Ps. Zdjęcia na moście są robione przy naszej kamienicy... Samo serce miasta. Podłączyłyśmy się do krwiobiegu.
poniedziałek, 20 maja 2013
sobota, 18 maja 2013
18-05-2013
Przykro jest codziennie spacerować w chłodzie i na wietrze. Wszystkie sukienki, którym chciałam pokazać Paryż są wpatrzone w kąty szafy. Najwięcej zobaczyła skórzana kurtka.
Dziś pierwszy dzień słońca. I przygotowania do nocy muzeów. Noc cudów? Interesuje mnie życie Francuzów, ale głównie tych martwych. Monet, Manet, Renoir, Zola, Hugo... Czekam na was, panowie...
Dziś pierwszy dzień słońca. I przygotowania do nocy muzeów. Noc cudów? Interesuje mnie życie Francuzów, ale głównie tych martwych. Monet, Manet, Renoir, Zola, Hugo... Czekam na was, panowie...
czwartek, 16 maja 2013
16-05-2013
Nie jest mój ani twój. Ani nawet nasz. Denerwuje mnie ta
moda na zawłaszczanie, przywłaszczanie, nazywanie tego, co nie swoje. Każdy ma prawo do tego miasta jak każdy ma
prawo do miłości. Jestem za tym całym sercem. Nie nazywajcie go jednak swoim
własnym. Tu już nie ma poetów, nikt nie szuka swojej drogi, nikt nie zostawia
nic.
Największe prawo mają bezdomni. Oni poświęcają całych
siebie, by odczuwać miasto. Robią to nawet z wyboru. Młodzi ludzie przykryci
kocami nad brzegiem rzeki. Nie straszny im wiatr. Śmieją się z przechodniów,
codziennych turystów, którzy nie umieją uwieczniać chwil. No bo jak, skoro nie
umieją ich właściwie przeżyć?
wtorek, 14 maja 2013
14-05-2013
W stolicy rozkoszy ziemskich należy kierować się zmysłami.
Najbardziej przydatny jest węch (choć może też przeszkadzać, szczególnie w
metrze). Węch wskazuje drogę do piekarni i dobrego jedzenia, np. kaczki w
wybornym sosie. Pokazuje też, których miejsc unikać, gdzie pachną kwiaty, a
gdzie unosi się kwaśny zapach tureckiego jedzenia.
Jedzenie. Powoli zamieniam się w Marię Antoninę. Dokonałam
też niezwykłego odkrycia! Bagietka, camembert i wino razem smakują całkiem
inaczej niż oddzielnie. Są jak związek frazeologiczny. Ba! Idealny związek. Komunia
dusz. Wino, bagietka i ser. Już nigdy więcej osobno!
poniedziałek, 13 maja 2013
Początki
Paryż przywitał mnie chmurami i chłodem. Ozięble i bardzo ostrożnie. Rozczarował mnie mnóstwem schodów w metrze (do mojej walizki przyklejono na lotnisku obrazek słonia z informacją o sporej wadze..). Ucieszył mnie gotowością Paryżan do niesienia pomocy.
Od tych kilku dni robię to, co lubię najbardziej. Udaję, że jestem stąd. To czysta hipokryzja, bo śmieję się jak dziecko na widok wieży Eiffla i robię zdjęcia witrynom sklepowym. Ale zaraz potem robię to, co robi samo miasto: udaję. Paryż udaje. Udaje, że ma znaczenie, że jest ważny i cudowny. Liczy się tylko wrażenie. Paryż ma pomalowane na czerwono usta.
PS. Nie wzięłam żadnej książki. Planowałam czytać Baudelaire'a ale zamiast lektury wprowadzam jego dzieło w życie. Maluję życie nowoczesne. Zdałam sobie sprawę, że szukanie jest moim znakiem...
Od tych kilku dni robię to, co lubię najbardziej. Udaję, że jestem stąd. To czysta hipokryzja, bo śmieję się jak dziecko na widok wieży Eiffla i robię zdjęcia witrynom sklepowym. Ale zaraz potem robię to, co robi samo miasto: udaję. Paryż udaje. Udaje, że ma znaczenie, że jest ważny i cudowny. Liczy się tylko wrażenie. Paryż ma pomalowane na czerwono usta.
PS. Nie wzięłam żadnej książki. Planowałam czytać Baudelaire'a ale zamiast lektury wprowadzam jego dzieło w życie. Maluję życie nowoczesne. Zdałam sobie sprawę, że szukanie jest moim znakiem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)